"Prawdziwy artysta myśli artystycznie - nie ekonomicznie" - tak o Mirku napisał Henryk Czich, współzałożyciel Universe.
  Życie i twórczość
 
Zdaje się, że nie znajdę lepszej recenzji życia Mirka jak ta która On sam o sobie powiedział....



"...Pewne przykre doświadczenia z dzieciństwa ograniczyły w sposób znaczący moją otwartość i chęć uzewnętrzniania się, choć od kilku lat potrafię już pokazywać swoje uczucia w piosenkach, które piszę. Kto ma ochotę naprawdę się czegoś o mnie dowiedzieć - zapraszam do nich (zwłaszcza do tych, które nie był lansowane). Tymczasem ja spróbuję odnieść się do zdarzeń jakby zewnętrznych, które też chyba coś o mnie mówią. Od dziewiątego roku życia wychowywałem się u dziadka - muzykanta, animatora kultury wśród emerytów, znanego sztygara w Starym Chorzowie. Co środę śpiewałem z nim w Klubie Emeryta przeróżne śląskie i niemieckie śpiewki, za co kochane staruszki dawały mi po 5, 10, czasem nawet 20 zł, co pozwoliło mi dwa lata później kupić sobie rower. Podobało mi się, jak mnie oklaskiwały, mówiły, że mam talent. Kiedy miąłem 12 lat, dziadek wpadł na pomysł, że wyśle mnie do szkoły muzycznej - na gitarę. Pomysł przyszedł mu pod koniec sierpnia, więc nie było już miejsca w klasie gitary, ale było w klasie klarnetu (dziadek nawet się ucieszył, bo a nuż będę grał w kopalni Polska. Moja wyobraźnia przeszkadzała mi trochę w nauce gry na klarnecie ponieważ w trakcie ćwiczeń przeistaczałem się w Araba, a tuż przede mną z kosza wychodziła kobra. Rozśmieszał mnie ten instrument, nie lubiłem go zbytnio, więc po paru tygodniach zamiast do szkoły, chodziłem z klarnetem na treningi trampkarzy w KS Azoty Chorzów. Kiedy jednak pewnego dnia dziadek idąc do ogródka zauważył mnie biegającego po murawie stadionu, wpadł po raz pierwszy we wściekłość, ściągnął mnie z boiska i na drugi dzień poszliśmy oddać instrument i wypisać mnie ze szkoły. Pamiętam jak powiedział: Mirek, z ciebie i tak muzyka żadnego nie będzie, więc trenuj sobie, a ja już cię nie będę męczył. Tak oto miała się zakończyć moja przygoda z "poważnym" graniem... W czasach kiedy punktem honoru było mieć dżinsy, ja nawet nie mogłem o nich marzyć. Swój status w klasie, próbowałem ustalać przez sport i granie na gitarze. Z piłki nożnej (którą kocham do dziś) przeniosłem się do sekcji lekkoatletycznej AKS Chorzów. Biegając i wygrywając biegi średnie i długie cały splendor spada na wygrywającego biegi, a nie na drużynę. To był chyba główny powód tej "przeprowadzki" i widzę, że często tego rodzaju myślenie dopada mnie do dziś. Sport (na tamte warunki naprawdę poważny) wyostrzył we mnie chęć realizacji, wolę zwycięstwa i dawanie wszystkiego z siebie, aby wygrać. Za to, mimo, że denerwują te cechy najbliższych, gorąco dziękuję moim trenerom (zwłaszcza trenerowi Michalikowi)... Komponować i pisać teksty zacząłem w wieku trzynastu lat, a kiedy spotkałem się z Heńkiem jako siedemnastolatek, miałem już kilka fajnych piosenek i coraz bardziej chciałem być znany poza Chorzowem. Poczułem, że razem z nim możemy sporo dobrego zrobić i od zaraz niemalże, porzuciłem bieganie a wziąłem się za komponowanie i pisanie z Heńkiem. Znakomicie się rozumieliśmy i uzupełnialiśmy muzycznie, więc nowe piosenki powstawały z dnia na dzień. Od 13-10-1981 roku (dnia w którym się spotkaliśmy) do czerwca 1983 i naszego debiutu w Opolu mieliśmy już ponad 30 piosenek wspólnych i wiele wiele niedokończonych pomysłów... Nagroda w Opolu to było to czego mi brakowało, aby udowodnić niektórym dżinsiarzom z mojej klasy, że nie jestem gorszy od nich... Pierwsze miejsca list przebojów, koncerty, dziewczyny... piękna sprawa dla dziewiętnastolatka... Większość naszych kompozycji w tym czasie to były spokojne, stonowane ballady. Jednak ludzie, którzy się nami zajęli oczekiwali skocznych przebojów, aby robić show na scenie. mieliśmy z Heńkiem kilka wygłupów muzycznych, które o dziwo były właśnie tym, o co chodzi, aby zdobyć pozycję na rynku. Tak więc pojawiały się "Głupie żaby", "Ty masz to czego nie mam ja" i kilka innych jeszcze piosenek, których się nie wstydzę, ale żałuję, że wyszły wkrótce po naszym debiucie, zmieniając wśród niektórych całkowicie obraz UNIVERSE... Być może to spowodowało, że mimo takich przebojów jak wcześniej napisałem plus "Tacy byliśmy" czy "Wołanie przez ciszę" do 1983 roku żadna z ówczesnych firm fonograficznych nie była zainteresowana wydaniem naszej płyty. Zespół padł. Padł dlatego, że nie mogłem pogodzić się z faktem, iż ludzie o nas zapominają, a w trakcie koncertów "składankowych" na które nas jeszcze zapraszano, widzowie szli do toalety, czy gdzieś tam jeszcze... Żyć trzeba, więc poszedłem pracować w drukarni. Byłem właśnie świeżo upieczonym ojcem, tyle uczuć, zdarzeń wokół mnie... pisać pisałem dalej, ale już bez obciążeń typu, czy będzie się podobało... Kiedy pod koniec 1992 roku Heniek powiedział, że firma jest zainteresowana wydaniem naszych dwóch płyt, starej i nowej, miałem prawdziwy dylemat: z jednej strony strasznie chciałem grać, a z drugiej bałem się przegranej, jaka czułem jeszcze nie dawno... Cieszę się, że zaczęliśmy od nowa. Realizuję się w tym co robimy. Potrafię jednak nabrać dystansu do tego jak mnie oceniają, bo dowartościowałem się tymi płytami, jakie dotąd wydaliśmy. Jest mi czasem przykro, kiedy czegoś gdzieś nie przyjmą, kiedy któraś rozgłośnia bez echa traktuje nasze nowe piosenki i parę tam jeszcze innych spraw, ale mieć świadomość, że ponad sto tysięcy ludzi ma w domu nasze piosenki to coś co dzisiaj oprócz rodziny najbardziej mnie cieszy." info z nieoficjalnej strony zespołu za zgodą autora.
 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=